Nie wolno się załamywać - Fundacja Otwórz Oczy

Nie wolno się załamywać

logo - Echo dnia

18 listopada 2005 r., nr 46 (192)

Tomasz Wojakowski ma 26 lat. Ukończył studia informatyczne w Łodzi, gdzie pracował jako grafik komputerowy. Zdolny mężczyzna szybko awansował na kierownika pracowni graficznej. I nagle świat się zawalił. Gwałtownie zaczął tracić wzrok. Musiał zrezygnować z pracy. Opowiada nam, jak wyszedł z ogromnego kryzysu i jak obecnie stara się pomagać innym słabo widzącym i niewidomym. Założył Inicjatywę "Otwórz Oczy", za pomocą której chce kontaktować się nie tylko z ludźmi niepełnosprawnymi, ale i osobami zdrowymi, które mogą pomóc dotkniętym chorobą czy kalectwem.
*Jest pan bardzo aktywnym człowiekiem, który nie tylko prowadzi stronę internetową, publikuje teksty w czasopismach, wydaje broszury informacyjne, ale nawet organizuje bezpłatne badania wzroku. Trudno osobie nieznającej pana podejrzewać, że cierpi pan na bardzo poważne schorzenie.
- Do niedawna mnie samemu trudno było w to uwierzyć. Byłem normalnym, zdrowym, aktywnym chłopakiem mającym dobrą pracę. Dwa lata temu zacząłem coraz gorzej widzieć. Najpierw sądziłem, że jestem przemęczony, ale gdy trudno było mi już prowadzić samochód, zgłosiłem się do kliniki w Katowicach. Miałem spędzić tam 10 dni, zostałem dwa miesiące. Wzrok traciłem praktycznie z dnia na dzień, a lekarze nie potrafili mi pomóc. Po kilkunastu miesiącach usłyszałem diagnozę: mam chorobę Lebera polegającą na zaniku nerwów wzrokowych. Można sobie wyobrazić, co czułem. Byłem przerażony, zdruzgotany, wręcz sparaliżowany.
*Jednak szybko otrząsnął się pan z tego paraliżu.
- No cóż, wiedziałem, że nie mogę reszty życia spędzić w domu zdany na pomoc bliskich. Zgłosiłem się do Polskiego Związku Niewidomych, gdzie otrzymałem skierowanie na turnus rehabilitacyjny do Bydgoszczy. Tam uczyłem się podstawowych czynności, jak krojenie chleba, przyszycie guzika, czy orientacji w terenie. Poznałem tez podstawy języka Brajla. Jednak prawdziwy przełom w mojej świadomości nastąpił na rekolekcjach w Laskach. Tam spotkałem fantastycznych ludzi, mimo swej niepełnosprawności niezwykle aktywnych, którzy uświadomili mi, że na utracie wzroku świat się nie kończy. Rekolekcje organizowało Towarzystwo Głuchoniewidomych. Niektórzy stracili zarówno wzrok jak i słuch, mimo to mieli wciąż ogromny apetyt na życie. Ich entuzjazmem zaraziłem się i ja. Potem przebywając w Laskach w Ośrodku Szkolno -Wychowawczym podjąłem decyzję: nie poddam się, zacznę robić coś nie tylko dla siebie, ale i dla innych. I tak utworzyłem Inicjatywę "Otwórz Oczy", gdzie ludzie słabo widzący, czy niewidomi mogą uzyskać bardzo praktyczne wskazówki, jak radzić sobie nie tylko w codziennym życiu, ale także na temat pomocy medycznej czy prawnej. Oczywiście w tworzeniu strony pomagają mi przyjaciele, którym serdecznie dziękuję. Do pomocy udało mi się namówić także aktora Marcina Bosaka, znanego między innymi z serialu "M jak miłość", który w spocie poświęconym informacjom, jak pomóc osobom niewidomym, użyczył swego głosu. Zachęcam do odwiedzenia tej strony (www.otworzoczy.pl).
*Udało się panu uzyskać także konkretną pomoc dla osób niewidomych i słabowidzących?
- Przekonałem dwóch właścicieli prywatnych firm transportowych, którzy mają busy jeżdżące nie tylko po Konecczyźnie, ale także na trasach do Kielc, by bilety dla osób niewidzących i słabowidzących kosztowały o połowę mniej, a dla ich przewodników były za darmo. Sam najlepiej wiem, jak trudno jest wyżyć ze skromnej renty, dlatego każda oszczędność w naszym przypadku jest pożądana. Ostatnio, dzięki życzliwości ordynatora oddziału okulistycznego koneckiego szpitala udało mi się zorganizować profilaktyczne badania wzroku. Doktor Andrzej Wójcicki przebadał 30 osób. Chętnych oczywiście było znacznie więcej, co tylko potwierdziło słuszność przedsięwzięcia. Zresztą z życzliwością ludzi spotykam się wciąż, co dodaje mi jeszcze więcej sił do działania.
* Jakich rad udzieliłby pan osobom, którym z powodu kalectwa, choroby nagle wali się świat?
- Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale naprawdę nie wolno się załamywać. Wyjść z dołka mogą pomóc nie tylko najbliżsi, ale przede wszystkim przyjaciele, znajomi, z którymi nie wolno tracić kontaktu. W niepełnosprawności bowiem izolacja jest najgorsza. Kalectwo nie przekreśla całego naszego życia. Ja na przykład leżąc w szpitalu poznałem fantastyczną dziewczynę. Wiem, że jest wspaniała. Ona, osoba zdrowa, zaakceptowała mnie i pokochała. Mam nadzieję, że resztę życia spędzimy razem. Czyż to nie cudowne?
Marzena Kądziela

Wróć